Wybór idealnego robota sprzątającego potrafi przyprawić o zawrót głowy – zwłaszcza w segmencie premium, gdzie każdy model kusi zaawansowanymi funkcjami. Narwal Freo Z10 Ultra to jedna z najnowszych propozycji z najwyższej półki, naszpikowana technologiami i reklamowana jako „mistrz mopowania”. Łączy w sobie odkurzanie i mopowanie, a do tego dysponuje potężną stacją bazową, która automatyzuje niemal wszystkie czynności obsługowe. Czy jednak wysoka cena (ok. 4-5 tys. zł) przekłada się na perfekcyjną czystość podłóg i wygodę użytkowania? Sprawdziłem to podczas kilkutygodniowego testu w typowym mieszkaniu – oto moje wrażenia.
Pierwsze wrażenia
Narwal Freo Z10 Ultra już od momentu rozpakowania sprawia wrażenie dopracowanego urządzenia klasy premium. Producent zastosował w nim wiele nowoczesnych rozwiązań przejętych z poprzedniego, cenionego modelu Freo Z Ultra – zachowując najwyższą jakość sprzątania, ale w nieco przystępniejszej cenie. Nowy model oferuje bardzo wysoką moc ssącą (wg specyfikacji nawet do 18 000 Pa) oraz kilka trybów odkurzania: cichy, normalny, mocny i super mocny. Co ważne, nawet na poziomie „Mocny” robot pracuje naprawdę cicho (ok. 55 dB), więc można go włączyć nocą lub podczas pracy z domu. Dopiero na maksymalnej mocy hałas staje się wyraźny, a z wylotu czuć silny podmuch powietrza wokół urządzenia.
Na jednym ładowaniu litowo-jonowy akumulator 5200 mAh pozwala na sprzątanie przez maksymalnie ~210 minut. Oczywiście realny czas pracy zależy od ustawień – pełna moc ssania i intensywne mopowanie skracają ten czas, ale w praktyce na średnich ustawieniach robot był w stanie wysprzątać całe 60-metrowe mieszkanie bez potrzeby doładowania. Gdyby jednak energii zabrakło (poniżej ~5% baterii), Freo Z10 Ultra automatycznie wróci do bazy, doładuje się tyle, ile trzeba, po czym wznowi przerwaną pracę od miejsca, w którym przerwał. To bardzo wygodne, bo nie trzeba pilnować ładowania – robot sam zadba o ukończenie zadań.
Konstrukcja i budowa robota
Narwal Freo Z10 Ultra prezentuje się nowocześnie i solidnie. Korpus robota ma standardowy okrągły kształt, wykończony białym, lekko połyskującym plastikiem. U góry znajduje się charakterystyczna wieżyczka z laserowym dalmierzem (LIDAR) do mapowania przestrzeni. Spód urządzenia skrywa pojedynczą główną szczotkę typu roller (gumowy wałek) z systemem zapobiegającym wplątywaniu włosów oraz – co nietypowe – aż dwie szczotki boczne. Wirujące zmiotki umieszczono po obu stronach robota, a każda z nich ma inną gęstość włosia. W zależności od potrzeb mogą obracać się z różną prędkością, by skutecznie zagarniać brud w kierunku szczotki głównej. To rzadko spotykane rozwiązanie poszerza zasięg zamiatania i pomaga zebrać śmieci z obu krawędzi przejazdu. W praktyce zauważyłem, że robot potrafi nawet wyłączać obrotowe miotełki, gdy wjedzie w większe rozsypisko okruchów – tak by nie rozrzucać ich na boki i zamiast tego wciągnąć wszystko szczotką centralną.
Ten model wyróżnia się także nietypowymi nakładkami mopującymi. Zamiast klasycznych, okrągłych padów, Narwal zastosował mopy o lekko trójkątnym kształcie. Dzięki temu ich krawędzie wystają odrobinę poza obrys robota i mogą dosięgnąć bliżej narożników pomieszczeń. Producent chwali się technologiami PreciseEdge i EdgeSwing – w praktyce chodzi o to, że podczas jazdy wzdłuż ścian pady wysuwają się minimalnie na boki, a dwie szczotki boczne dodatkowo zamiatają przy samej krawędzi. Robot faktycznie lepiej dociera do listw przypodłogowych, a powierzchnia nieumytych „pasków” przy ścianie jest mniejsza niż w konkurencyjnych urządzeniach. Oczywiście fizyki nie da się oszukać – do całkowicie ostrych kątów (90°) żaden okrągły robot nie wjedzie, ale powierzchniowo zostaje tam mniej nieprzetartego fragmentu niż zwykle. Na otwartych przestrzeniach Z10 Ultra radzi sobie rewelacyjnie: dwie obracające się nakładki, dociskane z sensowną siłą, potrafią usunąć zarówno świeże plamy, jak i zaschnięty brud.
Ciekawostką jest brak klasycznego zbiornika na wodę w samym robocie. Urządzenie podjeżdża do stacji bazowej, aby płukać i nasączać mopy, po czym wraca kontynuować mycie podłogi. Takie podejście pozwala zachować niewielkie wymiary odkurzacza i większą pojemność na kurz kosztem rezygnacji z wożenia wody na pokładzie. Mopujące nakładki posiadają za to mechanizm automatycznego unoszenia o 12 mm – gdy robot wykryje dywan, podnosi mopy, aby nie zmoczyć wykładziny. Działa to skutecznie na cienkich dywanach; w przypadku grubych dywanów i tak lepiej po prostu wyznaczyć w aplikacji strefy bez mopowania. Sam robot oferuje kilka trybów pracy: może jednocześnie odkurzać i mopować, odkurzać bez mopowania, tylko mopować, a także wykonać mopowanie tuż po zakończeniu odkurzania (dwufazowo). Aplikacja mobilna daje sporo możliwości konfiguracji – np. ustawienie liczby przejazdów (do 3) dla każdego pomieszczenia, poziomu zwilżenia mopów, intensywności sprzątania itp.
Stacja dokująca „Ultra”
Stacja bazowa Narwal Freo Z10 Ultra to prawdziwe centrum dowodzenia robota – rozmiarem i kształtem przypomina niską, zaokrągloną beczkę, w której urządzenie niemal całkowicie się chowa. Rzeczywiście wnęka w bazie jest bardzo głęboka, więc po zadokowaniu robot znika w środku, co przekłada się na większą estetykę (nic nie wystaje na zewnątrz). Taka konstrukcja ma jednak swoją cenę: sama stacja jest dość duża i ciężka, dlatego trzeba wygospodarować na nią odpowiednio dużo miejsca na podłodze. Cały zestaw (robot + stacja) waży ok. 16 kg, z czego ponad 11 kg przypada na bazę. Już przy rozpakowywaniu można się o tym przekonać – producent pakuje robota wewnątrz stacji, więc aby go wyjąć, trzeba unieść naraz cały ten ciężar. Na szczęście montaż i przygotowanie do pracy okazały się bardzo proste. Wystarczyło umieścić plastikową tackę czyszczącą we wnęce stacji, napełnić zbiornik czystej wody, zainstalować szczotki boczne i mopy oraz zdjąć wszystkie blokady transportowe. Wszystkie elementy są dobrze opisane, a zbiorniki na wodę oznaczono różnymi kolorami i ikonami, więc trudno coś pomylić podczas instalacji.
Pod pokrywą stacji znajdują się dwa duże pojemniki na wodę: biały 4,5 L na czystą wodę oraz niebieski 4,0 L na brudną. Tak duża pojemność wystarcza na wiele cykli mopowania bez konieczności częstego dolewania czy wylewania – nawet przy intensywnym sprzątaniu zazwyczaj opróżniałem brudną wodę dopiero po kilku dniach użytkowania. Co ważne, Narwal zadbał o czytelne oznaczenia, więc zbiorników nie da się zamienić miejscami. Oprócz nich, we wnętrzu bazy znajdziemy wymienny worek na kurz o pojemności 2,5 L, do którego automatycznie opróżniany jest pojemnik w robocie. Według producenta taki worek może pomieścić do 120 dni zabrudzeń – po miesiącu testów mój worek był zapełniony w około 20%, więc deklaracja wydaje się realna. Obok worka jest też miejsce na butelkę z detergentem (w zestawie dostajemy dedykowany płyn o objętości ~580 ml). Stacja automatycznie dozuje detergent do wody podczas mopowania, tylko gdy uzna to za potrzebne, dzięki czemu chemia nie jest marnowana i starcza na długo.
Sama stacja prezentuje się bardzo elegancko – obudowa jest biała z srebrnymi akcentami, dzięki czemu pasuje do nowoczesnych wnętrz. Na górnej pokrywie umieszczono kilka dotykowych przycisków, pozwalających np. rozpocząć lub wstrzymać sprzątanie bez wyciągania po telefonu. Najważniejsze jednak jest to, co baza potrafi: automatycznie opróżnia kurz, pierze mopy i suszy je ciepłym powietrzem. Podczas czyszczenia mopów stacja podgrzewa wodę (nawet do 75°C) i skutecznie wypłukuje brud, a po zakończeniu mopowania uruchamia suszenie gorącym nawiewem (ok. 45°C), zapobiegając rozwojowi pleśni i bakterii. Co więcej, zastosowano funkcję elektrolizowania wody – przed myciem podłóg stacja jonizuje czystą wodę z dodatkiem detergentu, aby zwiększyć skuteczność zmywania i dezynfekcji powierzchni. Urządzenie komunikuje głosowo rozpoczęcie tego procesu, a w przezroczystym okienku zbiornika widać wtedy lekką mgiełkę i niebieskawe podświetlenie. Cały proces elektrolizy i dozowania detergentu można zaobserwować na żywo – wygląda to naprawdę futurystycznie i pokazuje dbałość o higienę. Trudno zmierzyć domowymi sposobami, na ile taka jonizacja realnie poprawia efekty mycia (według producenta usuwa 99% bakterii w instalacji wodnej), ale z pewnością jest to ciekawy bajer podnoszący walory urządzenia.
Sprzęt w praktyce – czyli jak odkurza i jak myje
Biorąc pod uwagę deklarowaną ogromną moc ssącą 15 kPa, można by oczekiwać, że Narwal Freo Z10 Ultra będzie prawdziwym demonem odkurzania. Tymczasem, w trakcie testów okazało się, że skuteczność jest różna. W cichym i normalnym trybie robot zbiera jedynie najdrobniejsze śmieci, zostawiając na podłodze widoczne okruchy czy włosy. Dopiero przełączenie na wyższy poziom Mocny daje zadowalające rezultaty na twardej podłodze, a do dywanów zaleca się używać maksymalnej mocy (Super Mocny). Jak zrobiłem klasyczny test rozsypując różne okruchy na podłodze, robot poradził sobie całkiem nieźle. Czujniki wykryły mocniejsze zabrudzenie i sprzęt wyłączył zamiatarki, by przypadkiem nie porozrzucać drobin po całej podłodze. Co istotne, tryb automatyczny Freo Mode – który teoretycznie sam dobiera intensywność sprzątania – nie zawsze optymalnie zwiększa moc tam, gdzie potrzeba. Robot rzadko automatycznie podbija moc ssania nawet na zabrudzonym fragmencie podłogi. Po miesięcznym teście zauważyłem, że najlepiej ustawić mu dwa przejazdy po gęstej ścieżce, bo wtedy efekty sprzątania są najlepsze.
Pozytywem jest natomiast cicha praca robota i stosunkowo łagodne obchodzenie się z podłogami. Dzięki gumowej szczotce i dobrze zestrojonemu silnikowi, Freo Z10 Ultra jest niemal niesłyszalny w niższych trybach – ma to znaczenie podczas codziennych porządków, gdy chcemy np. odkurzyć mieszkanie w nocy lub przy pracującej zdalnie osobie (55 dB to poziom tła, który nie przeszkadza w rozmowie). Dodatkowo system antysplątaniowy szczotki głównej zdaje egzamin – po kilku tygodniach użytkowania nie trzeba było czyścić wałka z włosów, co w przypadku posiadaczy zwierząt jest dużym plusem. Pojemnik na kurz wewnątrz robota jest nieduży (ok. 250 ml faktycznej objętości, choć brud jest w nim ubijany), ale w założeniu ma być regularnie automatycznie opróżniany do stacji, więc jego wielkość nie powinna stanowić problemu. Niestety, w praktyce pojawiły się pewne zastrzeżenia co do działania funkcji Auto-Empty – domyślnie robot ustawiony jest w tryb „Smart Dust Collection”, w którym opróżnia zawartość dopiero po sprzątnięciu około 200 m² powierzchni. Jeżeli mamy dużo zwierząt w małym mieszkaniu, przytkana komora może zmniejszyć siłę ssania. Dopiero ręczna zmiana ustawienia na tryb „Dock Dust Collection” (opróżnianie przy każdym dokowaniu) rozwiązuje ten problem.
Mopowanie
To właśnie funkcja mopowania jest tym, w czym Narwal Freo Z10 Ultra wyróżnia się na tle konkurencyjnych robotów. Producent od początku chwalił się, że seria Freo to „mistrz mopowania”. Pomimo braku zbiornika wody na pokładzie, robot bardzo efektywnie czyści na mokro podłogi różnego typu. Jego nietypowe, trójkątne pady mopujące rzeczywiście trochę lepiej docierają w narożniki pomieszczeń niż standardowe okrągłe mopy spotykane w robotach innych marek. Oczywiście cudów nie ma – w sam róg (90°) urządzenie wciąż nie wjedzie, więc idealnie „pod sznurek” kątów nie wymyje, ale powierzchniowo zostaje tam mniej nieprzetartego fragmentu niż zwykle. Na otwartych przestrzeniach Z10 Ultra radzi sobie rewelacyjnie: dwie obracające się nakładki, dociskane z sensowną siłą, potrafią usunąć zarówno świeże plamy, jak i zaschnięty brud. W teście na panelach i płytkach robot na trybie intensywnego mycia (Wet Mopping) bez problemu w jednym przejeździe usunął zaschnięte plamy i drobne zacieki, a dwukrotny przejazd poradził sobie z plamą po rozlanym sosie. Co ważne, robot oferuje wybór kilku poziomów intensywności mopowania (ilości dozowanej wody): Niski – do delikatnych podłóg drewnianych, Normalny – codzienne odświeżanie, Wysoki – dokładne mycie, oraz Bardzo wysoki/Wet – do trudnych plam. Dzięki temu możemy dostosować tryb do rodzaju podłogi, by np. nie zalać paneli drewnianych nadmiernie wodą – najniższe ustawienie pozostawia tylko lekką wilgoć, bez mokrych pasków.
Plusem jest fakt, że robot często płucze mopy w trakcie sprzątania – dzięki powrotom do bazy po przebyciu określonego obszaru, ciągle czyści podłogę czystymi nakładkami. Skuteczność mopowania widać było po kolorze brudnej wody w stacji – nawet jeśli podłoga wydawała się czysta, po przejeździe Z10 Ultra woda w zbiorniku była ciemnobrązowa, co świadczy o zebraniu zalegającego brudu. Jakość prania mopów w bazie również zasługuje na pochwałę – po 4 tygodniach użytkowania, nakładki wciąż wyglądały prawie jak nowe, bez plam i przebarwień. To zasługa połączenia gorącej wody i detergentu przy płukaniu oraz suszenia gorącym powietrzem, które eliminuje wilgoć (i zapobiega powstawaniu pleśni czy zapachu).
W codziennym użyciu mopowanie Narwalem jest ogromną wygodą – robot może np. co drugi dzień umyć kuchnię i przedpokój, utrzymując podłogi w idealnej czystości bez żadnego wysiłku ze strony użytkownika. Należy jednak pamiętać, że mopowanie uwydatnia pewną słabość odkurzania: jeżeli robot nie wciągnie wcześniej wszystkich włosów czy kłaczków kurzu, to mokre mopy mogą je tylko rozmazać lub zostawić na środku pokoju w postaci mokrych farfocli. Niestety, Z10 Ultra miewa tendencję do pozostawiania drobnych kłaczków – szczególnie jeśli w domu są zwierzęta gubiące sierść – więc po mopowaniu można znaleźć tu i ówdzie wilgotne kuleczki z włosów. To dość typowe zjawisko, ale warto o nim wspomnieć: w domach ze zwierzętami optymalnie jest puszczać robota najpierw w trybie odkurzania (żeby zebrał sierść), a dopiero potem mopowania. Ewentualnie trzeba się liczyć z drobnym ręcznym zebraniem pozostałych kłaczków po mopie.
Podłogi drewniane (np. parkiet) Narwal traktuje delikatnie – tryb niskiej wilgotności i umiarkowany docisk nie powodują żadnych szkód, a podłoga jest jedynie lekko wilgotna po przejeździe. Z kolei na płytkach czy gresie robot może docisnąć mocniej i puścić więcej wody, co pozostawia podłogę lśniącą po sprzątaniu. Przed pierwszym uruchomieniem robota, ten robi mapę pomieszczeń i automatycznie wykrywa rodzaj podłogi, dywany i przeszkody.
Nawigacja i omijanie przeszkód
Narwal Freo Z10 Ultra korzysta z kombinacji LIDAR oraz czujników AI do poruszania się po domu. Pierwsze uruchomienie i mapowanie przebiegają bardzo sprawnie – parowanie z aplikacją jest szybkie i bezproblemowe (robot natychmiast łączy się z Wi-Fi, konfiguracja zajmuje dosłownie minutę), po czym urządzenie jest gotowe do skanowania pomieszczeń. Mapowanie mieszkania odbywa się w tempie ekspresowym: w moim przypadku robot zeskanował ok. 62 m² w niecałe 7 minut, rozpoznając przy tym większe meble, układ pokoi, rodzaj podłogi, czy obecność dywanów. Po zakończeniu mapowania aplikacja wyświetla plan mieszkania, który możemy edytować: podzielić lub połączyć pomieszczenia, nazwać je, ustawić strefy no-go itd. Warto zaznaczyć, że automatyczne rozpoznawanie pokoi bywa niedoskonałe. W moim przypadku, osobne pomieszczenie będące garderobą nie zostało wykryte wcale, a za drugim razem kuchnia została połączona w jedno pomieszczenie z salonem. Na szczęście edycja mapy jest dość intuicyjna: można ręcznie narysować linie podziału, zmienić kształt pomieszczeń i przypisać nazwy. Minusem jest nieco ograniczona dokładność samej mapy – aplikacja Narwal pokazuje dość uproszczony, schematyczny plan, który czasem ciężko idealnie dopasować do rzeczywistości.
Jeśli chodzi o nawigację podczas sprzątania, Z10 Ultra porusza się metodycznie, pasami, pokrywając stopniowo cały dostępny obszar. W normalnych warunkach robot jeździ bardzo precyzyjnie i konsekwentnie – trzyma się linii, nie pomija miejsc, ładnie objeżdża krawędzie pomieszczeń. Problemy mogą pojawić się, gdy zmienimy coś w otoczeniu po zakończeniu mapowania. W trakcie testów zauważyłem, że Narwal potrafi się „zamotać” gdy np. przesuniemy krzesło lub postawimy na podłodze nowy obiekt w miejscu, gdzie wcześniej go nie było na mapie. Przykładowo, pozostawienie dużego pudła w kącie pokoju spowodowało, że robot długo kombinował jak dostać się w miejsce, które pamiętał z mapy jako przejezdne – nie uderzył wprawdzie w przeszkodę, ale kręcił się kilka razy, próbując różnych podejść. Podobnie lekkie przestawienie mebli (np. odsunięcie krzesła o kilkanaście centymetrów) potrafi wybić go z rytmu i zakłócić idealne równoległe ścieżki przejazdu. Potrafi się kręcić w miejscu zastanawiając, co ma dalej zrobić. Czasami też uparcie ignoruje fragmenty podłogi, które powinien posprzątać, ale uważa inaczej. Można zatem uznać, że nawigacja jest skuteczna, ale mało elastyczna – robot preferuje stały układ otoczenia, a zmiany traktuje z pewną dozą niepewności.
A jak wygląda sprawa omijania przeszkód? Zaskakująco dobrze. Urządzenie potrafi też zrobić zdjęcie danej przeszkody i oznaczyć jej miejsce w aplikacji. Specjalnie przesunąłem stację dokującą blisko nogi stołu by pozostawić minimalną szerokość przejazdu dla robota. Ten zwolnił, schował zamiatarki i przejechał na styk bez problemu. Dzięki tym zdolnościom, sprzątanie jest bezpieczne – robot nie pożre nam kabli od ładowarek ani nie rozmaże niespodzianki pozostawionej przez psa na dywanie. Oczywiście, jak każdy robot, nie jest nieomylny: bardzo cienkie elementy (np. sznurówki) albo przezroczyste przeszkody mogą sprawić mu trudność (Narwal nie jest tu wyjątkiem – niemal wszystkie roboty „lubią” wciągać porzucone skarpety). Warto więc przed sprzątaniem szybko przejrzeć podłogę i zebrać takie potencjalne zagrożenia, choć z Narwalem jest ich zdecydowanie mniej niż z większością konkurencji.
Na koniec warto wspomnieć o zdolnościach terenowych robota. Freo Z10 Ultra ma duże koła i dobrą amortyzację, co pozwala mu pokonywać przeszkody o wysokości nawet do 30 mm. W praktyce oznacza to, że bez trudu wjedzie na typowe progi między pomieszczeniami czy listwy progowe. Nie miał problemu by wjechać do garderoby przez prowadnicę szafy przesuwnej. Co prawda, wołał zaraz pomocy, bo zaplątał się w luźny dywanik i więcej nie chciał już tam jechać.
Aplikacja i sterowanie
Robotem Narwal Freo Z10 Ultra możemy sterować za pomocą aplikacji mobilnej Narwal Freo (dostępnej na Android/iOS). Początkowa konfiguracja i dodanie robota do appki przebiegają gładko. Sama aplikacja jest dość przejrzysta, choć – podobnie jak u wielu producentów – interfejs bywa momentami nie do końca intuicyjny.
Jeśli chodzi o mapę w aplikacji jest ona dość podstawowa. Możemy edytować podziały pomieszczeń, nazwać pokoje, ustawić strefy zakazane (gdzie robot nie ma wjeżdżać) oraz no-mop zones (gdzie ma odkurzać, ale nie używać mopów – np. na dywanach). Niestety, edytor mapy jest mało precyzyjny, szczególnie jeśli pomieszczenia nie są idealnie prostokątne. Przesuwanie ścianek czy rysowanie nieregularnych stref bywa nieco toporne. Nie ma jednak większych ograniczeń co do liczby map – jeśli mamy dom piętrowy, robot obsłuży wiele kondygnacji. Aplikacja umożliwia też podgląd dziennika sprzątania, statystyk użycia oraz stanu materiałów eksploatacyjnych (filtry, szczotki, mopy).
Jednym z minusów aplikacji jest tryb Freo Mind (AI). Narwal zachwala go jako inteligentny dobór metod sprzątania – robot ma sam decydować, gdzie odkurzać, gdzie mopować, ile razy itp. W praktyce ten tryb jest mało dopracowany: robot sprząta w nim mniej efektywnie, potrafi jeździć w dziwny sposób (np. kilkukrotnie wracać do już czystego miejsca, pomijając inne). W rezultacie Freo Mind zamiast ułatwić, może wydłużyć sprzątanie i zużyć więcej baterii niż potrzeba. Dużo lepiej sprawdza się ręczne ustawienie trybu sprzątania – np. wybranie osobno odkurzania i mopowania konkretnych stref. Co prawda aplikacja nieco to utrudnia poprzez wspomniany tryb „Customized” domyślnie włączany przy wyborze pomieszczenia – musimy wtedy ręcznie odznaczyć, czy chcemy odkurzanie, mopowanie czy oba za każdym razem. To może irytować przy częstym korzystaniu, bo np. chcąc jednego dnia tylko odkurzyć salon, a następnego tylko umyć tam podłogę, musimy za każdym razem edytować ustawienia. Gdy używamy np. wyboru pomieszczenia do sprzątania możemy zdecydować, czy chcemy odkurzyć dywan w nim, czy nie. Ale jeżeli nałożymy strefę na miejsce, które robot ma wysprzątać – zawsze ominie dywan i nie da się tego zmienić (nawet jeżeli chcemy, by odkurzył tylko dywan).
Poza tym, aplikacja oferuje standardowy zestaw opcji: harmonogramy sprzątania (można ustawić różne tryby o różnych porach dla wybranych pomieszczeń), sterowanie manualne (jak pilotem – raczej ciekawostka), wybór języka komunikatów głosowych robota (tak, Narwal mówi – również po polsku, choć głos bywa nieco zsyntetyzowany i pomija niektóre litery w wyrazach, co jest śmieszne). Możliwa jest integracja z asystentami głosowymi (Alexa/Google) – np. można wydać komendę głosem do rozpoczęcia sprzątania.
Podsumowanie – czy warto kupić Narwal Freo Z10 Ultra?
Narwal Freo Z10 Ultra to bez wątpienia nietuzinkowy robot sprzątający, który wnosi powiew świeżości na rynek domowych odkurzaczy-mopów. Jego największym asem w rękawie jest bardzo dobre mopowanie – jeśli masz dużo podłóg twardych i zależy Ci na ich regularnym, automatycznym myciu z minimalnym własnym udziałem, Narwal nie ma sobie równych w swojej klasie cenowej. Stacja czyszcząca robi tu ogromną różnicę: samoopróżnianie kurzu, pranie i suszenie mopów sprawiają, że robot rzeczywiście zbliża się do miana urządzenia „sprzątaj i zapomnij”. Wysoka kultura pracy (cichy, łagodny dla mebli, elegancki wygląd) czyni go przyjaznym domownikom gadżetem. Z10 Ultra pokazuje też, jak zaawansowane może być dziś unikanie przeszkód przez robota – rozplątane kable czy porozrzucane zabawki przestają być zmorą, bo Narwal potrafi poruszać się wśród nich z gracją i rozwagą.
Nie jest to jednak sprzęt pozbawiony wad. Siła ssania na papierze nie przełożyła się na rewolucję w odkurzaniu – w tej dziedzinie Freo Z10 Ultra spisuje się dobrze, ale nie wybitnie. Jeżeli priorytetem jest dla Ciebie odkurzanie dywanów z sierści i głęboko zalegającego kurzu, są modele radzące sobie lepiej za podobną cenę. Również oprogramowanie robota i aplikacji wymaga dopracowania – zdarzają się drobne niedociągnięcia i nieintuicyjne rozwiązania, które potrafią zirytować w codziennym użytkowaniu tak nowoczesnego urządzenia. Robot potrafi też miewać gorsze dni i zamiast sprzątać wyznaczone pomieszczenie kręci się w miejscu zastanawiając, co zrobić dalej lub celowo pomija niektóre fragmenty jadąc w miejsca już wysprzątane. Za kwotę rzędu 4-5 tys. zł oczekujemy produktu niemal perfekcyjnego, tymczasem Narwal Z10 Ultra jest świetny w pewnych zadaniach, a przeciętny w innych.
Finalnie, Narwal Freo Z10 Ultra polecić można osobom, którym zależy na kompleksowym utrzymaniu czystości podłóg – zwłaszcza myciu na mokro – przy minimalnej pracy własnej. W dużych, głównie twardopodłogowych przestrzeniach pokaże pełnię swoich możliwości, zachwycając lśniącymi panelami czy gresem. Jego innowacyjne rozwiązania (jak jonizacja wody czy dwie szczotki boczne) pokazują kierunek rozwoju robotów sprzątających. Jeśli jednak masz mieszkanie pełne dywanów lub szukasz przede wszystkim mocnego odkurzacza automatycznego – warto porównać Narwala z flagowymi modelami konkurencji i świadomie wybrać priorytety.

